Czy był kiedyś taki moment w twoim życiu, że bardzo chciałeś coś zmienić, ale jednocześnie było coś, co ciągle cię przed tym blokowało?

W kontekście rodziców jest to niebagatelny temat. Ostatnio rozmawiałem z pewną młodą mamą, która miała dziecko w wieku nieco ponad 3 lata.

Dziewczynka niedawno przeszła z tego ‘dobrego’ dla rodziców okresu w fazę ciągłego buntu, niezadowolenia, płaczliwości. Każdy, kto zna ten mechanizm wie doskonale, o czym mówię.

Możesz o nim przeczytać TUTAJ.

Zafascynowała mnie jednak jedna rzecz. Porozmawialiśmy sobie bardzo ciekawie o zmianach, jakie następują, gdy nasi mali bohaterowie dorastają.

Młoda mama zwierzyła mi się, że chce wziąć dziecko do psychologa, bo, jak twierdzi, ono co chwilę płacze. Nie można się z dziewczynką rano dogadać a cała procedura wyjścia z domu trwa ponad godzinę.

Czy tak zawsze będzie (zobacz link)? – pytała.

No nie zawsze, ale dziś nie o dzieciach a o podejściu nas-rodziców do nich. Ja wcale nie czuję się lepszy od nikogo, kto ma dzieci a moja wiedza bazuje na tym, że po prostu dużo czytam i wdrażam te wiedze w nasze życie sprawdzając jak działa.

Mnie też puszczają nerwy, ja tez czasem zapominam, że nasze dzieci widzą świat nieco inaczej niż my-dorośli.

Jednak zafascynowała mnie jedna rzecz. Próbowaliśmy razem znaleźć odpowiedź, co by tu zrobić, aby poprawić całą sytuację. Dla kogoś, u kogo zmiany nie są na porządku dziennym, cała procedura nie jest łatwa.

Dlaczego? Otóż, od jakiegoś czasu jestem zafascynowany zmianami małymi kroczkami. Bardziej profesjonalnie nazywa się to Filozofią Kazein. Na czym to polega?

Rys historyczny naszego mózgu

Upraszczając, mózg każdego z nas składa się z 3 części: mózgu gadziego, która kontroluje nasze procesy życiowe na automacie, innymi słowy to on odpowiada za to, aby nasze serce nie przestawało być, gdy np. śpimy.

Drugi mózg (a raczej jego fragment) uruchamia mechanizm walki lub ucieczki. Trzeci to kora mózgowa odpowiedzialna za ca cały proces kreatywności, i pomysłowości. A teraz najważniejsze: nasz mózg jest tworem, który na przestrzeni milionów lat ewoluował.

Na przestrzeni historii nasze pozostałe organy niewiele się zmieniły, jednak mózg doznał i doznaje ciągłej transformacji. Wyobraź sobie taką sytuację: Idziesz sobie przez dżunglę. W swojej lewej ręce trzymasz niewielką maczetę, którą ścinasz ogromne liście torujące ci drogę.

Nagle przed tobą pojawia się wielki zwierz. Na tle świata zwierząt nie zostaliśmy obdarzeni jakimiś szczególnymi umiejętnościami.

Nie wierzysz? Nasz węch, słuch i wzrok są o wiele gorsze niż te wykształcone u sporej grupy zwierząt. Nie jesteśmy tez zbyt szybcy ani nie mamy pancerza na skórze, który chroniłby nas przed ranami. Dlatego dostaliśmy inną broń.

Wracając do naszego przykładu, gdy spotykasz się oko w oko z takim zwierzęciem, twoja kora mózgowa chciałaby przeanalizować sytuację. Chętnie obliczyłaby prawdopodobieństwo tego jak szybko zostaniesz jedzony, lub kto jest zwinniejszy i o ile.

I gdyby ona doszła do głosu, z pewnością nie mógłbyś przeczytać tego artykułu. Zamiast tego, mamy mózg gadzi, który po pierwsze włącza mechanizm walki, jeśli szacujemy, że możemy się mierzyć z niebezpieczeństwem, lub ucieczki, jeśli nie mamy szans na wygraną.

Po drugie, wyłącza wszystko inne, w tym działanie kory mózgowej, popęd seksualny, poczucie głodu itp. To dzięki niemu mamy szanse przeżyć.

Tu jednak pojawia się problem, bowiem ten mechanizm włącza się zawsze wtedy, gdy czujemy strach i lęk. Ile razy przez ważnym, podkreślam, ważnym sprawdzianem, kolokwium czy egzaminem, gdy bałeś się, miałeś wrażenie, ze cala wiedza, którą masz po prostu odleciała z twojej głowy? To jest właśnie ten mechanizm blokady.

Chcę ale jakoś tak … nie chcę

Wracając do naszej młodej mamy, zaproponowałem jej, aby zamiast pouczać lub walczyć z córeczką zastosowała strategie dwóch opcji.

Polega ona na tym, ze dajesz dziecku tzw pozorny wybór. „Czy chciałabyś na zewnątrz wyjść w niebieskiej czy czerwonej czapeczce. Zamiast: „załóż czapkę”, na co zwykle otrzymujesz jedno głośne ‘NIE CHCE”.

Mama kiwnęła głową, po czym … wróciła do swoich nawyków.

O wielu rzeczach wiemy. Wiele z nich poznajemy z książek lub takich artykułów jak ten przed tobą. Jednak ile z tej wiedzy wdrażamy?

Zapewne niewiele. Jednym z powodów jest to, że aby wdrożyć coś kompleksowo, musielibyśmy przeorganizować nasze życie.

Zmienić radykalnie dietę, zacząć komunikować się w inny sposób, zacząć regularnie ćwiczyć, a to wszystko wymaga ogromnego wysiłku.

Już na samą myśl, podejrzewam, że włącza się mechanizm ucieczki blokujący cały proces, bo często nas to po prostu tak po ludzku przeraża.

Jest jednak sposób, aby go ominąć. Zamiast zmiany diety, zadaj sobie pytanie, „Jaką malutką rzecz mogę zrobić, aby poprawić swoją dietę?

Inne pytanie:, Co mogę zrobić dziś przez minutę, aby zacząć ćwiczyć?

Albo:, W jaki mały sposób mogę poprawić komunikację?

Zauważ, że wszystkie te pytania mają w sobie ziarno maleńkości. „5 minut, malutki, jedna rzecz…”. Tak sformułowane pytanie sprawia, ze przestajemy się bać dużej zmiany.

Bo przecież np. marsz w miejscu przez jedną minutę, gdy oglądasz telewizję to przecież nic wielkiego, prawda? Eliminując strach włączamy mechanizm kory mózgowej odpowiedzialnej za dobre pomysły oraz ich realizacje.

W czym mogę Ci pomóc?

A jakie małe pytanie ty chciałbyś teraz sobie zadać? Napisz o tym w komentarzu lub jeśli masz ochotę, do mnie bezpośrednio.

Udanego dnia .Nie daj go sobie nikomu zepsuć-)

Mariusz