Jak pracować z trudnymi dziećmi?

Będąc z rodziną na wakacjach zobaczyłem na własnej skórze czym jest stare podejście. Wyobraźcie sobie sytuację w której jedno z waszych dzieci nagle wpada w szal. Zaczyna nagle bardzo płakać i rzucać się po ziemi.

Najciekawsze, że robi to miedzy dziesiątkami innych osób a wy za chwilkę macie wsiąść do samolotu i straciliście kontrolę nad sytuacją.

Trudna sprawa, prawda? Co robić gdy dziecko jest niegrzeczne? Coś podobnego spotkało właśnie mnie na lotnisku.

Podeszła do mnie starsza pani i mówi „Niech pan ją (moją córkę) tu zostawi. Zaraz się uspokoi”.

Hmm, ciekawe czy ona poczułaby się komfortowo gdyby np. w Dżungli Amazońskiej (czyli na terenie zupełnie jej obcym) jej przewodnik nagle stwierdził: „Zostawiam tu Panią”.

Podobna sytuacja, lecz nieco mniejszego kalibru zdarzyła się raz jeszcze, gdy docieraliśmy do hotelu.

Jednak tym razem wyłapałem jeden drobiazg, który był wspólny obu tym sytuacjom. Moja córeczka jechała na wózku i mieliśmy do pokonania schody.

Wcześniej, na lotnisku, schody były ruchome i jechały ze 3 metry w dół.

Rezultat? Ona po prostu panicznie bała się pokonywania schodów będąc na wózku. Wystarczył mały drobiazg, jakim było zejście z wózka lub wybranie podjazdu dla niepełnosprawnych, aby kontrola wróciła.

No właśnie, co tu zrobić?

Pewien Pan, Dr Ross W. Green, który prowadzi wykłady na całym świecie pracując z wieloma rodzinami i ośrodkami dl nieletnich stwierdził, że komunikacja wymaga nabycia pewnych konkretnych umiejętności.

Jeśli mamy problemy wychowawcze, to najczęściej biorą się one z faktu, ze nasze dzieci nie wiedzą jak wyrażać swoje emocje i problemy.

Dzieci często nie potrafią rozwiązywać konfliktów, bowiem nikt ich tego nie nauczył. Być może inspirację czerpią z gier komputerowych, bajek lub rodziców, którzy zamiast rozmawiać zaczynają rozkazywać lub krzyczeć.

Jednak, wiele z tych problemów i sytuacji jest bardzo podobnych do tych, z którymi kłopot maja sami dorośli. Nie wierzysz? Weźmy więc przykład:

  • Nasze dzieci bawią się w najlepsze, a tu mama woła, ze czas zabrać się za lekcje … natychmiast.

Trudna sprawa prawda? Załóżmy że ty właśnie oglądasz ulubiony serial i nagle twój współmałżonek prosi cię, abyś coś dla niego zrobił(a) od razu. Ty wiesz już, że nie zobaczysz zakończenia tego odcinka i raczej nie jesteś tym zachwycona/zachwycony.

  • Nasze dziecko nie chce chodzić do szkoły. Któregoś ranka po prostu się buntuje, krzyżuje ręce i oświadcza, ze więcej już tam nie pójdzie. Często rodzice ignorując prawdziwy powód po prostu nakazują dziecku iść tonem dyktatora, stwierdzając, że po prostu przesadza.

Skonfrontujmy to z sytuacją, gdy mąż musi odwiedzić teściów. Wielu z nich to fantastyczni ludzie, jednak są też tacy (jak wszędzie) którzy sztukę działania komuś na nerwy opanowali do perfekcji.

Alternatywa dla rodzica-dyktatora

Poznajmy więc trzy drogi, z których możemy skorzystać, gdy mamy konflikt na linii rodzic-dziecko

Droga A: Narzucenie naszej woli w stylu „ masz to zrobić i już’. Najprostsza i najczęściej stosowana, jednak w dłuższym terminie sprawia, ze nasze własne dzieci coraz bardziej się od nas odsuwają.

Gdy osiągną wiek nastoletni, najprawdopodobniej stracimy wszelką kontrolę a nasze groźby i rozkazy po prostu przestaną działać.

Po drugie, tutaj to tylko my decydujemy jak rozwiązać dany problem.

Gdy naszej córce nie idzie matematyka, decydujemy, że np. od przyszłego tygodnia zacznie chodzić na dodatkowe korepetycje zakładając, że jej nie rozumie. Jednak skąd wiemy, że właśnie to jest problemem?

Droga C: Odłożenie problemu lub zignorowanie go. Czasami wynika to z naszego lenistwa, a czasami z priorytetów. Innymi słowy chcemy najpierw uporać się z kwestiami większego kalibru, a dopiero potem przejdziemy do tych o mniejszej wadze.

Poniekąd jest to słuszne bowiem robiąc wszystko naraz, zwykle niewiele osiągamy.

Droga B: Polega na rozwiązywaniu trudności jedna po drugiej razem z naszym dzieckiem.

Innymi słowy, każda trudność wychowawcza, to problem nie tylko rodzica, ale też dziecka. Oboje jedziemy na tym samym wózku.

Musimy więc wypracować takie rozwiązanie, które będzie ok. dla nas oboje. Brzmi logicznie prawda?

Takie podejście wymaga trochę wysiłku, jednak gdy zaczniemy go stosować, to po jakimś czasie stanie się naszym zwyczajem, i dokładnie o to nam chodzi.

Drugą kwestią jest to, że nasze dzieci na naszym przykładzie uczą się rozwiązywania konfliktów co zaowocuje dobrymi relacjami wśród rówieśników, a w erze i-podów, smartfonów i wirtualnej rzeczywistości jest to kwesta, która nabiera coraz większej wagi.

Jak to zrobić?

Znakomicie sprawdza się tutaj tzw. brainstorming, czyli burza mózgów, ale po kolei:

Etap pierwszy: empatia

Gdy kobieta zwierza się swojej przyjaciółce, ta najczęściej ją wysłucha i okaże zrozumienie. Fakt, że tak przyjaciółka jest przyjaciółką już od wielu, wielu lat, świadczy o tym, że ta metoda działa. Zastosujmy ją więc też tutaj.

Innymi słowy, potrzebujemy zapytać nasze dziecko dlaczego mamy problem.

„Ostatnio nie chcesz chodzić na basen. Co się dzieje?”

„Zauważyłem, że zacząłeś przychodzić do nas w nocy. Co się dzieje?”

Pamiętajmy, że musimy być w tym bardzo konkretni. Stwierdzenie „Zauważyłem że ostatnio źle się zachowujesz’”nic nie wnosi bowiem nie wiemy nawet o jakiej sytuacji rozmawiamy.

Naszym celem jest zebranie jak najwięcej informacji od dziecka i ustalenie co sprawia mu kłopot. Co jednak zrobić gdy wciąż nie możemy wyciągnąć potrzebnych informacji? Tutaj powodów może być wiele, od „Nie mam ochoty rozmawiać o tym” po zwykłe “nie wiem”.

Jeśli interesuje cię ten temat, zapraszam do mojego newslettera. W czwartym e-mailu otrzymasz bardziej szczegółową instrukcję jak można sobie z tym poradzić.

kurs kreatywności

Bywa też tak, że dzieci nie od razu będą umiały nazwać to co staje im na przeszkodzie. Wtedy warto wrócić o tematu np. popołudniu lub następnego dnia. Wtedy wszyscy mamy czas na przemyślenia.

UWAGA: Na tym etapie nie próbuje my podsuwać rozwiązania, chow wielu az korci, aby udzielić ‘dobrej’ rady. Problem trzeba rozwiązać we dwójkę a nie w pojedynkę.

Etap drugi: nasze obawy

Dzieci muszą poznać nasze obawy.

„Włożyłeś w pływanie dużo wysiłku. Szkoda byłoby to zmarnować”.

„Trudność polega na tym, ze gdy ty przychodzisz, ja jestem następnego dnia nie wyspana. Musimy jakoś temu zaradzić”

Etap trzeci: wypracowanie rozwiązania

Ten etap ja osobiście najbardziej lubię. Bierzemy kartkę i długopis i wypisujemy wszystkie pomysły, jakie przyjdą nam do głowy.

Obie  trony muszą być zaangażowane, dlatego dobrze jest aby pomysły podsuwać na zmianę: raz rodzic raz dziecko.

Etap czwarty wybieranie rozwiązania

Gdy mamy już pomysły wypisane na kartce, następuje etap skreślania tych, które dla którejś ze stron nie są satysfakcjonujące.

Pamiętajmy, że celem jest znalezienie takiego rozwiązania, które będzie odpowiadało wam OBOJGU.

Etap piąty: wdrażanie i sprzężenie zwrotne

Dy wybraliśmy już rozwiązanie odpowiadające każdej ze stron, wprowadzamy go w życie. Warto nadmienić. „Znaleźliśmy rozwiązanie, jeśli jednak z jakiegoś powodu się ono nie sprawdzi, to wrócimy raz jeszcze do rozmowy i zobaczymy co możemy z tym zrobi, dobrze?”

Nie każde rozwiązanie będzie realne do spełnienia w dłuższym okresie czasu. Dlatego warto szukać takiego, które spełni wymagania.

Osiąganie porozumienia na linii dziecko-rodzic o raczej maraton a nie sprint. Będzie to jednak bardzo owocowało w przyszłości dobrymi relacjami, zaufaniem i wzajemnym szacunkiem. Wielu rodziców mówiąc o ‘inwestycji’ w dzieci zapomina o tych najbardziej podstawowych cechach.

Co dalej?

Jeśli masz pytanie, śmiało zadaj je w komentarz. Jeśli chciał(a)byś poruszy  jakikolwiek problem lub temat, dam mi znać tutaj lub napisz do mnie tutaj. Bardzo chętnie zbiorę informacje i przygotuję artykuł specjalnie dla Ciebie-)

Zapraszam też do subskrypcji mojego Vlogo-kanału YouTube

 

Do usłyszenia-)

Mariusz

Jak pracować z trudnymi dziećmi

Kilka słów o fajnej metodzie komunikacji, która często stanowi alternatywę gdy wszystko inne zawodzi.